środa, 29 stycznia 2014

39 dzień.

39 dzień. Dalej ze mną nie lepiej. Z każdym dniem trace nadzieje że cokolwiek zdarzy się pozytywnego. Co z tego że mam czas. Mam tonę wolnego czasu. Mam wsparcie. Mam zapewnioną pensje na 4 miesiące w przód, ale co z tego. Daje mi to tylko taki pseudo spokój. Im bliżej do tej granicy tym moje depresyjne myśli są mocniejsze. Nie mam wiary w to, że cokolwiek potrafię. Nie mam wiary w to, że ktokolwiek spojrzy na mnie inaczej. Nie przez pryzmat moich błędów. Cały czas czuje wewnętrzny niepokój. Natłok myśli które mieszają mi olej w głowie i mielą mózg na miazgę. W sumie jaki mózg? Patrząc z perspektywy czasu na ostatnie moje kilka lat życia. Na to co robiłem, mówiłem i myślałem mam wrażenie jak by mi ktoś ten mózg zmielił mi już dawno ... Wiem czasu nie cofnę, ale pogodzić się też nie potrafię...

Wieczorne drinkowanie lub lekkie chemiczne weekendy nie dają odreagowania tylko to wszytko pogłębiają. Kawa zamiast mnie pobudzać mnie usypia, im więcej jem tym jestem bardziej głodny a sen powoduje coraz mocniejsze zmęczenie. Straciłem do końca poczucie umiaru i złotego środka. Bujam się jednocześnie kręcąc w kółko. Odbijam się od ściany do ściany. Chodzę na wpół żywy i czuje jak by mój mózg dał sobie już na dobre spokój z jakąkolwiek efektowną pracą .... a utrzymywanie uśmiechu na twarzy z każdym dniem jest coraz cięższe i trudniejsze ....


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz